Latarnik (streszczenie) - Bolesław Prus
Użytkownik
reputacja: 214
posty: 956
offline
30.12.08 20:26
|
#1063874
|
(link)
|
zgłoś naruszenie
Latarnik - streszczenie
GENEZA
Autorem noweli jest Henryk Sienkiewicz. Po raz pierwszy ukazała się w „Niwie” w 1881 roku. Utwór powstał podczas wyprawy Sienkiewicza do Stanów Zjednoczonych. Wzorem postaci starca był pewien Polak, Siellawa. On podobnie jak Skawiński zaniedbał swoje obowiązki czytając lekturę Zygmunta Kaczkowskiego - „Murdelio”
CZAS I MIEJSCE POWSTANIA
Akcja toczy się w miasteczku Aspinwall oraz na wysepce niedaleko Panamy w latach 70. XIX wieku. Bohater cofa się również w swoich wspomnieniach do roku 1830, czyli do powstania listopadowego, w którym brał czynny udział.
Streszczenie:
Niedaleko Panamy w małym miasteczku Aspinwall bez wieści przepadł latarnik. Konsul USA Izaak Falconbridge w pospiechu szukał jego zastępcy, ponieważ Zatoka Moskitów musiała być dobrze oświetlona w nocy. Brak światła mógłby doprowadzic do poważnego wypadku.
Do latarni prowadziło czterysta schodów. Oprócz tego praca latarnika nie należała do łatwych, ponieważ aby dobrze wykonywac swoją pracę w latarni należałoby zamieszkac. Obowiązkiem latarnika było wywieszanie w dzień flag w różnych kolorach zgodnie ze wskazaniami barometru, a następnie zapalanie światła w nocy.
Nie minęło kilka godzin, a do konsula zgłosił się siwy mężczyzna o posturze żołnierza. Okazało się, iż ów mężczyzna pochodził z Polski, a jego życie to wieczna tułaczka. Kandydat twierdził, że potrzebuje odpoczynku w życiu i przystani, dlatego chętnie i sumiennie będzie sprawował swoją funkcję. Na dokumencie świadczącym o jego żołnierskiej karierze i licznych odznaczeniach widniało nazwisko Skawiński. Okazało się także, że starzec służył kiedyś na morzu. Spędził trzy lata na wielorybniku. Mężczyzna pozytywnie przeszedł rozmowę z konsulem, ten jednak obawiał się o podeszły wiek kandydata i o fakt, czy starzec będzie w stanie wchodzic tak wysoko. Uległ mimo to namowom starca i przyjął go na próbę. Zagroził, iż będzie go bacznie obserwował i za każde niedopatrzenie wyrzuci z pacy.
Skawiński rozpoczął pracę jeszcze tej samej nocy. Siedział na szczycie latarni i rozmyślał nad swoim życiem. Czuł, że wreszcie znalazł oazę spokoju, swoje miejsce na ziemi po długiej tułaczce i schronienie przed światem. Mężczyzna wykonywał w swoim życiu różne prace. Gdy był młodszy szukał złota w Australii, z kolei w Afryce diamentów. Skawiński handlował również w Brazylii i miał farmę w Kalifornii. Odwiedził także Stany Zjednoczone i Indie Wschodnie. Uważał, że przyczyną jego nieszczęśc jest Gwiazda Polarna. Teraz mężczyzna czuł się szczęśliwy. Po tylu latach.
Pierwsza noc minęła Skawińskiemu na spoglądaniu w morze. Szum fal obijających się o brzeg działał na niego kojąco.
II
Stary człowiek potrzebuje spokoju i odosobnienia. Ta samotnośc była dla Skawińskiego cierpliwym oczekiwaniem śmierci. Każdy dzień był podobny do poprzedniego. Co dzień wykonywał te same obowiązki, resztkami posiłków dzielił się z mewami. Spędzał niemal całe dnie obserwując statki i wybierając piaszczyste ławice w czasie odpływu w poszukiwaniu ślimaków i perłowych konch żeglarków. Po zapaleniu latarni mężczyzna łowił ryby i wpatrywał się w gwiazdy.
Jedynym wolnym dniem była niedziela. Wkładał wówczas granatową kapotę strażniczą, do której przypinał wszystkie swoje odznaczenia. Ludzie obdarzali go szacunkiem i cieszyli się, że widują go w kościele. Często wracając ze mszy Skawiński czytał gazetę dostarczaną przez konsula i szukał w niej jakichkolwiek wieści z Europy.
Z czasem Skawiński zdziczał. Przestał pływac do miasteczka na msze, nie czytał już gazet, nie rozmawiał nawet ze strażnikiem Johns'em. Czuł, że pozostanie tu do śmierci i pogodził się ze swoim losem. Zobojętniał i z aktywnego tułacza stał się biernym pracownikiem, który tylko wypełniał swoje zadania.
III
Pewnego dnia, gdy Skawiński wyszedł z latarni, aby odebrac z brzegu śniadanie zobaczył, że obok posiłku leży paczka zaadresowana na jego nazwisko. Bardzo zdziwił go fakt, że ktoś do niego pisze. W paczce były książki napisane w języku polskim. Mężczyzna przypomniał sobie, że jakiś czas temu przesłał połowę swojej pensji na nowopowstałe Towarzystwo polskie w Nowym Jorku, Harald. To od nich w dowód wdzięczności otrzymał polskie książki. Mężczyzna bardzo się ucieszył. Jedna z książek pisana była wierszem. Dobrze pamiętał autora, ponieważ słyszał o nim gdy był jeszcze w Paryżu. Książki były jedyną możliwością kontaktu Skawińskiego z polskością.
Latarnik otworzył książkę i zaczął czytac. Pierwsze słowa brzmiały : „Litwo, ojczyzno moja..”. Ta chwila miała w sobie coś niezwykłego. Przez tyle lat nie słyszał ojczystej mowy, której tak bardzo mu brakowało. Łzy same cisnęły się do oczu. Oddał jedzenie mewom i czytał dalej. „Do tych pagórków leśnych, do tych łąk zielonych”. Przed oczami stanęły mu obrazy z dzieciństwa. Robiło się coraz później i ciemniej. Litery zlewały się w jedną linię. Starcowi wirowało już w głowie od natłoku obrazów, aż w końcu usnął. Zapomniał zapalic latarnię. We śnie odwiedził ukochaną Polskę. Nagle obudziły go kroki strażnika. Okazało się, że Skawiński został zwolniony, ponieważ przez jego zaniedbanie rozbiła się łódź. Nikt nie zginął, ale brak światła w Zatoce stworzył bardzo duże zagrożenie.
Skawiński powrócił do tułaczki. Wyruszył do Nowego Jorku przytulając z nadzieją i radością w oczach swoją polską książkę.
GENEZA
Autorem noweli jest Henryk Sienkiewicz. Po raz pierwszy ukazała się w „Niwie” w 1881 roku. Utwór powstał podczas wyprawy Sienkiewicza do Stanów Zjednoczonych. Wzorem postaci starca był pewien Polak, Siellawa. On podobnie jak Skawiński zaniedbał swoje obowiązki czytając lekturę Zygmunta Kaczkowskiego - „Murdelio”
CZAS I MIEJSCE POWSTANIA
Akcja toczy się w miasteczku Aspinwall oraz na wysepce niedaleko Panamy w latach 70. XIX wieku. Bohater cofa się również w swoich wspomnieniach do roku 1830, czyli do powstania listopadowego, w którym brał czynny udział.
Streszczenie:
Niedaleko Panamy w małym miasteczku Aspinwall bez wieści przepadł latarnik. Konsul USA Izaak Falconbridge w pospiechu szukał jego zastępcy, ponieważ Zatoka Moskitów musiała być dobrze oświetlona w nocy. Brak światła mógłby doprowadzic do poważnego wypadku.
Do latarni prowadziło czterysta schodów. Oprócz tego praca latarnika nie należała do łatwych, ponieważ aby dobrze wykonywac swoją pracę w latarni należałoby zamieszkac. Obowiązkiem latarnika było wywieszanie w dzień flag w różnych kolorach zgodnie ze wskazaniami barometru, a następnie zapalanie światła w nocy.
Nie minęło kilka godzin, a do konsula zgłosił się siwy mężczyzna o posturze żołnierza. Okazało się, iż ów mężczyzna pochodził z Polski, a jego życie to wieczna tułaczka. Kandydat twierdził, że potrzebuje odpoczynku w życiu i przystani, dlatego chętnie i sumiennie będzie sprawował swoją funkcję. Na dokumencie świadczącym o jego żołnierskiej karierze i licznych odznaczeniach widniało nazwisko Skawiński. Okazało się także, że starzec służył kiedyś na morzu. Spędził trzy lata na wielorybniku. Mężczyzna pozytywnie przeszedł rozmowę z konsulem, ten jednak obawiał się o podeszły wiek kandydata i o fakt, czy starzec będzie w stanie wchodzic tak wysoko. Uległ mimo to namowom starca i przyjął go na próbę. Zagroził, iż będzie go bacznie obserwował i za każde niedopatrzenie wyrzuci z pacy.
Skawiński rozpoczął pracę jeszcze tej samej nocy. Siedział na szczycie latarni i rozmyślał nad swoim życiem. Czuł, że wreszcie znalazł oazę spokoju, swoje miejsce na ziemi po długiej tułaczce i schronienie przed światem. Mężczyzna wykonywał w swoim życiu różne prace. Gdy był młodszy szukał złota w Australii, z kolei w Afryce diamentów. Skawiński handlował również w Brazylii i miał farmę w Kalifornii. Odwiedził także Stany Zjednoczone i Indie Wschodnie. Uważał, że przyczyną jego nieszczęśc jest Gwiazda Polarna. Teraz mężczyzna czuł się szczęśliwy. Po tylu latach.
Pierwsza noc minęła Skawińskiemu na spoglądaniu w morze. Szum fal obijających się o brzeg działał na niego kojąco.
II
Stary człowiek potrzebuje spokoju i odosobnienia. Ta samotnośc była dla Skawińskiego cierpliwym oczekiwaniem śmierci. Każdy dzień był podobny do poprzedniego. Co dzień wykonywał te same obowiązki, resztkami posiłków dzielił się z mewami. Spędzał niemal całe dnie obserwując statki i wybierając piaszczyste ławice w czasie odpływu w poszukiwaniu ślimaków i perłowych konch żeglarków. Po zapaleniu latarni mężczyzna łowił ryby i wpatrywał się w gwiazdy.
Jedynym wolnym dniem była niedziela. Wkładał wówczas granatową kapotę strażniczą, do której przypinał wszystkie swoje odznaczenia. Ludzie obdarzali go szacunkiem i cieszyli się, że widują go w kościele. Często wracając ze mszy Skawiński czytał gazetę dostarczaną przez konsula i szukał w niej jakichkolwiek wieści z Europy.
Z czasem Skawiński zdziczał. Przestał pływac do miasteczka na msze, nie czytał już gazet, nie rozmawiał nawet ze strażnikiem Johns'em. Czuł, że pozostanie tu do śmierci i pogodził się ze swoim losem. Zobojętniał i z aktywnego tułacza stał się biernym pracownikiem, który tylko wypełniał swoje zadania.
III
Pewnego dnia, gdy Skawiński wyszedł z latarni, aby odebrac z brzegu śniadanie zobaczył, że obok posiłku leży paczka zaadresowana na jego nazwisko. Bardzo zdziwił go fakt, że ktoś do niego pisze. W paczce były książki napisane w języku polskim. Mężczyzna przypomniał sobie, że jakiś czas temu przesłał połowę swojej pensji na nowopowstałe Towarzystwo polskie w Nowym Jorku, Harald. To od nich w dowód wdzięczności otrzymał polskie książki. Mężczyzna bardzo się ucieszył. Jedna z książek pisana była wierszem. Dobrze pamiętał autora, ponieważ słyszał o nim gdy był jeszcze w Paryżu. Książki były jedyną możliwością kontaktu Skawińskiego z polskością.
Latarnik otworzył książkę i zaczął czytac. Pierwsze słowa brzmiały : „Litwo, ojczyzno moja..”. Ta chwila miała w sobie coś niezwykłego. Przez tyle lat nie słyszał ojczystej mowy, której tak bardzo mu brakowało. Łzy same cisnęły się do oczu. Oddał jedzenie mewom i czytał dalej. „Do tych pagórków leśnych, do tych łąk zielonych”. Przed oczami stanęły mu obrazy z dzieciństwa. Robiło się coraz później i ciemniej. Litery zlewały się w jedną linię. Starcowi wirowało już w głowie od natłoku obrazów, aż w końcu usnął. Zapomniał zapalic latarnię. We śnie odwiedził ukochaną Polskę. Nagle obudziły go kroki strażnika. Okazało się, że Skawiński został zwolniony, ponieważ przez jego zaniedbanie rozbiła się łódź. Nikt nie zginął, ale brak światła w Zatoce stworzył bardzo duże zagrożenie.
Skawiński powrócił do tułaczki. Wyruszył do Nowego Jorku przytulając z nadzieją i radością w oczach swoją polską książkę.
AJO.pl
|
TRO MEDIA
Korzystanie z serwisu oznacza akceptację
regulaminu
.
Polityka prywatności
Regulamin
FAQ
Reklama
Współpraca
Kontakt

