Proces (streszczenie) - Franz Kafka

A A A
Użytkownik
Avatar andrewnysa
reputacja: 214
posty: 956
offline
31.12.08 01:21 | #1064565 | (link) | zgłoś naruszenie
Proces - streszczenie

GENEZA:
Po raz pierwszy utwór ukazał się w 1925 roku, a w Polsce w 1935.
CZAS I MIEJSCE AKCJI:
Miejscem akcji jest duże miasto, autor nie precyzuje jakie. Józef K. odwiedza różne miesjca: mieszkanie adwokata Hulda, katedra, bank, kancelarie sądowe,
STRESZCZENIE:
Rozdział I
Józef K. obudził się i zamiast kucharki Anny zastał w swoim pokoju ubranego na czarno mężczyznę, który oznajmił mu, iż jest aresztowany. Ta informacja poirytowała Józefa, tym bardziej, że w drugim pokoju czekał kolejny obcy mężczyzna. Mężczyźni doradzili mu, aby oddał swoje rzeczy na przechowanie dopóki dochodzenie się nie skończy.
K. był przekonany, że któryś z jego znajomych robi mu kawał z okazji trzydziestych urodzin. Poszedł spokojnie po dokumenty. Strażnicy Willem i Franciszek jedli jego śniadanie w pokoju obok. Józef domagał się od funkcjonariuszy okazania nakazu aresztowania. Nie otrzymał go jednak. Strażnicy mieli rozkaz pilnowac mężczyzny aż do udowodnienia mu winy. Aresztowany zaczął rozpatrywac różne wydarzenia ostatnich dni i nie mógł przypomniec sobie, aby zrobił cokolwiek niezgodnego z prawem.
Następnie K. został skierowany do pokoju panny Burstner mieszkającej od niedawna w pensjonacie pani Grubach. Mężczyzna był bardzo zdziwiony całym zajściem i nie rozumiał w jakim celu nakazano mu zjawic się właśnie tu. W pokoju zastał trzech mężczyzn, w których rozpoznał pracowników banku, w którym był starszym prokurentem. Oprócz nich stał tam również nadzorca. Niestety on także nie potrafił podac powodu aresztowania, zabronił również Józefowi skontaktowac się z przyjacielem, Hasterenem, który był prokuratorem. K. dowiedział się, że termin przesłuchania zostanie mu podany później, a zaistniała sytuacja nie powinna wpłynąc znacząco na jego tryb życia. Bohater postanowił wziąc taksówkę dla siebie i trzech pracowników, aby nie spóźnic się do pracy. Poranne zdarzenie bardzo go zdenerwowało, jednak pani Grubach wytłumaczyła mu, że to z pewnością pomyłka.
Po powrocie z pracy Józef udał się do pokoju panny Burstner. Gdy kobieta wróciła przeprosił ją za poranne zajście i poprosił, aby na czas trwania procesu została jego doradcą. Kobieta zgodziła się, chociaż również była ciekawa powodu aresztowania.
Rozdział II
K. otrzymał w pracy telefon, w którym poinformowano go, iż pierwsze przesłuchanie odbędzie się w najbliższą niedzielę w sądzie na przedmieściach. Nie podano jednak godziny, więc Józef postanowił wybrac się do sądu z samego rana o godzinie 9. Termin przesłuchania nie był dla aresztowanego dogodny, ponieważ musiał zrezygnowac z przejażdżki łodzią z dyrektorem banku.
W niedzielny poranek Józef udał się na wskazaną ulicę Juliusza i w jednej z kamienic rozpoczął poszukiwanie sali sądowej. Jako pretekst do zaglądania do każdego z mieszkań wybrał pytanie o stolarza Lanza. Nikt nie znał człowieka o takim imieniu, sali sądowej również nigdzie nie było.
Dotarł na piąte piętro i dopiero tam młoda praczka , która otworzyła mu drzwi zaprowadziła go na salę przesłuchań. Wszyscy zebrani ubrani byli w czarne surduty. Gruby urzędnik siedzący na podium zganił K. za spóźnienie. Postanowił go jednak wyjątkowo przesłuchac, ale ostrzegł, aby więcej spóźnianie się nie powtórzyło. Józef z otaczających go szeptów wywnioskował, że nikt na sali nie jest pozytywnie nastawiony w stosunku do jego osoby. Sędzie zadał pierwsze pytanie. Wydało się ono oskarżonemu absurdalne, ponieważ sędzia zapytał, czy K. jest malarzem. Józef odpowiedział przecząco i zwrócił uwagę, iż całe postępowanie jest fikcją. Uznał, że za całe zajście odpowiedzialna jest jakaś organizacja, która utrzymywała państwową biurokrację. Twierdził, że popiera ona korupcję wśród urzędników i dokonuje aresztowań niewinnych ludzi. Gdy skończył swoją przemowę usłyszał krzyk praczki ciągniętej w kąt pokoju. Uniemożliwiono mu jednak pomoc kobiecie. Oburzony postanowił opuścic salę. Drogę zagrodził mu sędzia. K. nie zwrócił na to uwagi i ku ogólnemu zdziwieni wyszedł.
Rozdział III
K. czekał kolejny tydzień na ustalenie daty następnego przesłuchania. Gdy nie otrzymał żadnego telefonu wybrał się w niedzielę do sądu. W mieszkaniu zastał praczkę, która poinformowała go, że tego dnia sąd nie urzęduje. Józef dowiedział się, że mąż kobiety jest woźnym sądowym i małżeństwo wynajmuje mieszkanie sądowi na czas posiedzeń. Okazało się także, że kobieta jest nagabywana przez sędziego i studenta Bertolda. Niestety musi znosic ich zachowanie, aby obydwoje z mężem nie stracili posady. K. obejrzał również księgi sądowe, w których znajdowały się jedynie obrazki pornograficzne. Kobieta zaoferowała Józefowi swoją pomoc w sprawie procesu, ten jednak odmówił, wyraził swoje zdanie na temat całej sprawy i kazał przekazac sędziemu, że nikomu nie wręczy żadnej łapówki i jeżeli będzie trzeba będzie się bronił sam.
Do pokoju wszedł Bertold. Wziął praczkę w ramiona i wyszedł z nią na korytarz. Okazało się, że wzywa ją do siebie sędzia. Józefowi także podobała się praczka, więc postanowił wyzwolic kobietę. Wszedł wejściem nad którym było napisane „Wejście do kancelarii sądowych” i ujrzał tam tłum ludzi w czerni oczekujących na rozwiązanie swoich spraw. Wśród nich był również mąż praczki, który prosił Józefa o pomoc, ponieważ nie wiedział jak zapobiec nieuniknionej zdradzie małżeńskiej. W kancelarii było duszno, panował półmrok. K. zrobiło się słabo i ledwo trzymał się na nogach. Wyjaśniono mu, że każdy kto po raz pierwszy przychodzi w to miejsce reaguje tak samo, ale z czasem K. się przyzwyczai.
Rozdział IV
Józef usiłował skontaktowac się z panną Burstner. Ta go jednak ignorowała. W niedzielę rano zauważył, że do jej pokoju przeprowadziła się panna Montag, nauczycielka języka francuskiego. Panna Montag poprosiła Józefa o spotkanie, podczas którego przekazała K. w imieniu panny Burstner, iż ta nie życzy sobie jakichkolwiek kontaktów i rozmów z nim. Po chwili do nauczycielki przyszedł Lenz i K. wyszedł.
Rozdział V
K. wychodząc z pracy usłyszał dziwne odgłosy dobiegające z rupieciarni. Otworzył drzwi i zobaczył dwóch strażników, którzy pilnowali go w dniu aresztowania. Mieli zostac wychłostani przez trzeciego mężczyznę za próbę zabrania ubrań K. Józefowi zrobiło się żal mężczyzn i chciał zapłacic trzeciemu, ten jednak odmówił, ponieważ obawiał się, że K. złoży na niego doniesienie. Siepacz rozpoczął chłostanie Franciszka. Skończył dopiero jak ten stracił przytomnośc. K. wyszedł i udał się w stronę domu z zamiarem poruszenia tej kwestii na następnym posiedzeniu.
Następnego dnia Józef zajrzał znowu do rupieciarni i zobaczył tą samą scenę, co dzień wcześniej. Tym razem jednak zamknął drzwi od razu, a sprzątaczowi nakazał sprzątnąc pomieszczenie.
Rozdział VI
Józefa odwiedził w pracy jego wuj Karol, który o procesie dowiedział się od córki, Erny. Zmartwiła go sprawa Józefa, ponieważ proces może wpłynąc na opinię całej rodziny. Postanowił zabrac K. do swojego dawnego przyjaciela adwokata mieszkającego w tej samej dzielnicy, w której znajduje się sąd. Okazało się, że Huld jest chory na serce. Jego pielęgniarka Leni początkowo nie chciała wpuścic mężczyzn do środka, jednak po interwencji Hulda była zmuszona ustąpic. Adwokat przyznał, że słyszał o sprawie Józefa. W pokoju znajdował się także dyrektor kancelarii sądowych. Mężczyźni rozmawiali o procesie, jednak K. pozostawał bierny, gdyż nudził go temat rozmowy. Z pokoju wywołał go odgłos tłuczonego szkła. To Leni celowo rzuciła talerzem o ścianę. Ofiarowała K. swoją pomoc i podarowała klucze do mieszkania sugerując chęc spotkania. Gdy K. opuścił budynek jego wuj czekał już na niego przy samochodzie i nie omieszkał zganic Józefa za jego zachowanie.
Rozdział VII
Czas mijał, sprawa nie posuwała się na przód. Nadeszła zima. K. spotykał się z Huldem, ale miał wrażenie, że spotkania te nic nie zmienią. Zdawał sobie sprawę, że ignorując dyrektora podczas pierwszego spotkania z Huldem zaszkodził swojej sprawie, ale postanowił się tym nie przejmowac i całą nadzieję pokładał w przygotowywanym pierwszym wniosku. Argumenty przedstawione przez adwokata nie były dla K. zbyt przekonujące, więc sam postanowił wziąc sprawy w swoje ręce. Fakt, że musi się bronic mimo swojej niewinności bardzo go irytował. Zaczął zaniedbywac swoje obowiązki w pracy. Jego konkurent o posadę prezesa zaczął przejmowac klientów K. Taka sytuacja miała miejsce, gdy Józef nie potrafił porozumiec się z pewnym fabrykantem. Sfinalizował on w końcu transakcję z drugim wiceprezesem, a wracając po podpisaniu kontraktu odwiedził Jóżefa raz jeszcze. Powiedział, że słyszał o procesie od malarza sądowego Titorellego, który sprzedaje mu swoje obrazy. Wręczył mu list polecający do malarza.
Malarz mieszkał na strychu jednej z kamienic. K. wszedł do klatki. Towarzyszyły mu rozchichotane i zaciekawione małe dziewczynki. Pokazały mu, gdzie mieszka malarz. K. wszedł do środka. W pokoju było bardzo duszno. Przywitał się z Titiorellim i wręczył list polecający. Malarz przedstawił Józefowi trzy sposoby pozytywnego rozstrzygnięcia procesu: prawidłowe, pozorne i przewleczone. Wytłumaczył także, iż sąd nie uznaje żadnych argumentów, a osoba niewinna nie musi się bronic, jednak nie powinna się spodziewac uwolnienia. Pozorne uwolnienie polegałoby na napisaniu przez malarza specjalnego oświadczenia, że K. jest niewinny i zebranie pod nim podpisów sędziów. To rozwiązanie nie jest jednak idealne, ponieważ za jakiś czas Józef zostałby ponownie aresztowany. Malarz wyjaśnił K., aby nie spodziewał się pozytywnego końca, gdyż sąd ten opiera się na samych paradoksach. Przewleczenie pozwalałoby na utrzymanie procesu na takim etapie na jakim jest on w tej chwili mając na uwadze stały kontakt z sądem. K. nie potrafił zdecydowac się na żadne z tych atrakcyjnych rozwiązań. Malarz na siłę przekonał K. do kupna od niego obrazów. Wszystkie malowidła przedstawiały dokładnie ten sam pejzaż. Wyprowadził K. małymi drzwiami za własnym łóżkiem. Józef zobaczył za nimi takie same kancelarie jak te, z którymi miał kontakt od kilku miesięcy. Titorelli wyjaśnił mu, że takie kancelarie znajdują się niemal w każdej kamienicy.
Rozdział VIII
Józef postanowił zrezygnowac z usług Hulda, ponieważ nie widział żadnych postępów w sprawie. W tym celu udał się do jego domu. Drzwi otworzył nieznany dotychczas Józefowi mężczyzna. Okazało się, że to klient Hulda, Block. Adwokat prowadził jego sprawę od pięciu lat. Jak się okazało mężczyzna wynajął kilku adwokatów, sam zrezygnował niemal ze wszystkich swoich zajęc, aby móc kontrolowac sprawę w sądzie. Niestety jego sprawa od pięciu lat nie posunęła się do przodu ani o krok.
Pomimo sprzeciwu Leni i Blocka Józef wszedł do sypialni adwokata i złożył rezygnację z jego usług. Ten nie pochwalił tego pomysłu i nakazał raz jeszcze się zastanowic. Pokazał również Józefowi, że w porównaniu do Blocka jest on bardzo dobrze traktowany. Na dowód tego wezwał Blocka do siebie, a następnie ignorował go. Ten z kolei zaczął całowac adwokata po rękach i płaszczyc się przed nim. Huld powiedział, że sprawa Blocka ma duże szanse powodzenia, ponieważ bardzo się angażuje w proces, a sędziowie cenią sobie taką postawę.
Rozdział IX
Drugi wicedyrektor zaczął przejmowac obowiązki Józefa, kontrolowac jego pracę i wydawac mu rozkazy. Pozycja K. słabła. Pewnego dnia dostał rozkaz oprowadzic włoskiego klienta po mieście. Umówił się z nim na godzinę 10 i stawił się na miejscu punktualnie. Gdy powtarzał potrzebne zwroty i oglądał obrazy w katedrze podszedł do niego ksiądz. Powiedział K., że jest kapelanem więziennym i sprawa Józefa prawdopodobnie nie zakończy się już pomyślnie. Opowiedział pewną przypowieśc o chłopie, który próbował przez całe swoje życie wejśc do budynku, w którym znajdował się sąd. Jego próby kończyły się jednak porażką, gdyż wejścia pilnował odźwierny. Przed śmiercią chłop dowiedział się, że zarówno drzwi jak i odźwierny należeli tylko do niego. W ten sposób kapelan usiłował powiedziec Józefowi, że przed przeznaczeniem nie ma ucieczki, a także że i on należy już do sądu.
Rozdział X
Józef rozmyślał nad swoimi trzydziestymi pierwszymi urodzinami, które miał świętowac następnego dnia. Nagle do mieszkania weszło dwóch mężczyzn ubranych na czarno. Wyprowadzili K. z budynku trzymając go pod ręce. Józef starał się wyrwac, ale był za słaby. Gdy dostrzegł na ulicy pannę Burstner przestał się opierac. Pragnął zachowac resztki godności. Mężczyźni milczeli. Doprowadzili K. do kamieniołomu. Rozebrali K. i przygotowali do egzekucji. Józef był zadowolony, że mimo całej systuacji nie stracił swojej dumy i honoru. Wiedział jednak, co go czeka. Egzekutorzy położyli Józefa na kamieniu i wyjęli długi nóż. Ktoś otworzył okno i obserwował egzekucję. Jeden z mężczyzn przytrzymał gardło K., a drugi wbił mu nóż w serce. K. zdążył tylko pomyślec, że umiera jak pies. Nie znał powodu oskarżenia, nie wiedział także za co umiera.
login
hasło
|
Nie masz profilu? - zarejestruj się i zacznij w pełni korzystać z sieci!