Syzyfowe prace (streszczenie) - Stefan Żeromski
Użytkownik
reputacja: 214
posty: 956
offline
05.01.09 12:06
|
#1076315
|
(link)
|
zgłoś naruszenie
Syzyfowe prace - streszczenie
Marcin Borowicz to ośmioletni chłopiec, którego rodzice postanowili umieścic w szkole w Owczarach. Chłopiec nigdy nie rozstawał się z rodzicami, a teraz miał wyjechac do szkoły. Bardzo przeżywał myśl o rozłące podobnie, jak jego rodzice. Chłopiec wraz z rodzicami wyruszyli do miasteczka. W szkole czekali już na nich pan Ferdynant i pani Marianna Wiechowscy. W mieszkaniu nauczyciela Marcin dostrzegł skórzany bat. Chłopiec przeraził się, gdy zdał sobie sprawę, do czego służy. Małżeństwo gwarantowało rodzicom, że zajmą się wychowaniem ich dziecka i będą kłaśc duży nacisk na jego edukację. Rodzicom bardzo zależy, aby ich syn zdobył wykształcenie i stał się światłym człowiekiem. Rodzice pożegnali się z Marcinem i odjechali na saniach w stronę domu. Zrozpaczony chłopiec biegł przez chwilę za saniami, jednak pani Marcjanna zatrzymała go i zaprowadziła do domu. Nastała noc. Pierwsza samotna noc w życiu chłopca. Marcin nie mógł zasnąc i cały czas myślał o rodzicach. W końcu zaczął zastanawiac się nad sposobem ucieczki. Rano po raz pierwszy musiał samodzielnie się umyc. Szkoła wydała się Marcinowi podobna do kościoła. Sala była bardzo duża. Dzieci popisywały się swoimi umiejętnościami językowymi. Marcin nic nie rozumiał i bardzo się tego wstydził. Lekcję rozpoczynała modlitwa w języku rosyjskim, a następnie sprawdzenie obecności. Podczas lekcji dzieci najpierw czytały bajkę, następnie nauczyciel sprawdzał podopiecznych ze znajomości cyrylicy. Lekcję zakończyło odśpiewanie prawosławnej pieśni. Minęły dwa miesiące odkąd Marcin uczył się w nowej szkole. Nauczycielka w liście do rodziców zdała relację z postępów ich syna. Napisała, że chłopiec mimo problemów z językiem rosyjskim dobrze sobie radzi. Marcin sam z własnej woli cwiczy pisanie po zajęciach. Niestety zabroniono mu tego, ponieważ jak pisze pani Wiechowska, brudzi on przy tym ręce, przez co zużywa za dużo mydła. Jedyną rozrywką na jaką pozwala się chłopcu jest spoglądanie w okno podczas nauki. Mijały kolejne tygodnie. Chłopiec bardzo tęsknił za rodzicami i dziwił się, że tak długo go nie odwiedzają. Nie rozumiał, że rodzice też cierpią, ale chcą w ten sposób uodpornic dziecko.
Pewnego dnia pan Wiechowski poinformował dzieci o zbliżającej się wizycie dyrektora szkoły. Nauczyciel w pośpiechu zaczął trenowac z dziecmi powitania w języku rosyjskim, a także śpiew. Uczniowie, którzy nie nadążali byli karani. W końcu na stacji pojawił się Piotr Nikołajewicz Jaczmieniew. Dzieci mimo staran pana Wiechowskiego nie potrafią przywitac po rosyjsku dyrektora. Jedynie Michcik sprostał zadaniu i dlatego też jako pierwszy został przepytany. Kolejny uczeń także dobrze sobie radził. Niestety reszta uczniów wypadła bardzo niekorzystnie. Dyrektor był rozczarowany i skarcił nauczyciela, że źle uczy. Nie podobała mu się, iż dzieci potrafią mówic po polsku, natomiast rosyjski nie jest ich domeną. Odmówił wizyty w mieszkaniu pana Wiechowskiego i wyszedł oburzony. Nauczyciel wrócił do domu w podłym nastroju. Wypił piwa przygotowane dla dyrektora. Ku jego zdziwieniu dyrektor wrócił i obiecał mu podwyżkę. Chwalił też nauczyciela za jego postawę. Po wyjściu Jaczmieniewa żona tłumaczyła zdumionemu mężowi, że okoliczne kobiety poskarżyły się dyrektorowi, że nauczyciel uczy dzieci na siłę rosyjskiego i w ten sposób zamiast pogrążyc pana Wiechowskiego nieświadomie mu pomogły. Marcinek zamierzał dostac się do klasy wstępnej w gimnazjum w Klerykowie. Oczekiwał wraz z matką na wyznaczenie terminów egzaminów. Kandydatów było bardzo wielu. Wszyscy bardzo się denerwowali. Chłopiec był świadkiem poprawek zdawanych przez gimnazjalistów. Ogranęło go przerażenie. Bał się zarówno egzaminów, jak i późniejszej nauki w tej szkole. Jeden z uczniów zaczął kpic z chłopca, jednak matka skutecznie go zniechęciła. Byli już zniechęceni czekaniem, więc pani Borowicz dała woźnemu parę groszy i dowiedziała się, że muszą czekac, aż nauczyciele wyjdą z kancelarii. Sekretarz poinformował rodziców, że terminy egzaminów zostaną ustalone przez nauczyciela, pana Majewskiego. Matka z synem powrócili do hotelu. Tam odwiedził ich kupiec, Żyd. Doradza, aby zapisac chłopca na korepetycje do Majewskiego. Kobieta postanawiła skorzystac z rady i poprosiła męża, aby zapożyczył się we wsi. Z samego rana matka udała się do Majewskiego i poprosiła o udzielenie lekcji synowi. Mężczyzna zgodził się od razu, ale zaznaczył, że nie może zagwarantowac Marcinowi, że dostanie się do klasy wstępnej. W trakcie kolejnych korepetycji odbywały się egzaminy. Pierwszy z nich był egzaminem z języka rosyjskiego. Marcin znalazł się w gronie pięcdziesięciu osób, które zostały dopuszczone do kolejnych egzaminów. Te również zaliczył pozytywnie i dostał się do klasy wstępnej podobnie jak inne dzieci biorące lekcje u Majewskiego. Borowiczowa z synem odwiedziła starą znajomą Przepiórzycę. Opowiadała ona o swoich dzieciach. Cieszyła się, że Borowiczowa właśnie u niej zostawia syna. Nagle pojawili się dwaj starzy mędrcy. Jeden z nich wyrażał swoje poglądy na temat rusyfikacji, której był przeciwny. Drugi nie miał tak drastycznych poglądów. Pani Borowiczowa udawała, że interesuje ją rozmowa, ale tak naprawdę prawie nic z niej nie rozumiała. Marcin najlepiej radził sobie z językiem polskim. Nie było to jednak w żaden sposób doceniane przez nauczycieli. Chłopiec czuł się bardzo samotny, nie miał bliższych kolegów. Majewski także coraz rzadziej rozmawiał z chłopcem, ponieważ zauważył, że pochodzi on z biednej rodziny. W szkole uczniowie wyśmiewali się z Marcina i odsuwali go od siebie, ponieważ nie posiadał aż tyle pieniędzy. Pewnego razu obiektem drwin stał się Romek Gumowicz („Czarny”). Uczniowie i nauczyciel śmiali się z niego, że nie potrafi się skupic.
Przed Zielonymi Świątkami do Klerykowa przyjechała matka Marcina. Po rozmowie z panem Majewskim dostała urlop dla syna i wyruszyli do Gawronek. Chłopiec był szczęśliwy widząc znajome miejsca. Woźnica opowiadał mu o historii kobyły, która została skradziona, a następnie uciekła złodziejowi i wróciła do domu. Marcin Borowicz ukończył klasę wstępną, z czego był bardzo zadowolony, ale w wakacje zmarła mu matka, co bardzo przybiło chłopca. Ojciec dbał, aby chłopiec mógł kontynuowac naukę, ale nic już nie było takie samo. W nowej klasie poznał kolegę, Wilczka. Nauczył się od niego, jak ściągac, dostawac lepsze oceny i jak chodzic na wagary. Kiedyś opuścił nabożeństwo. Było jednak bardzo zimno i wrócił do kościoła. Był świadkiem kłótni pomiędzy kapłanem, a inspektorem gimnazjum. Ksiądz nie zgadzał się na rusyfikację chóru. Po tym incydencie zabronił Marcinowi mówic komukolwiek, co widział. Łaciny uczył Marcina Rudolf Leim. Nie mówił on dobrze po rosyjsku, w domu używał języka polskiego, posiadał wiele polskich książek, jego córki organizowały spotkania, na których czytały polskie teksty. Niestety za mówienie po polsku na lekcjach surowo karał uczniów. Iłarion Stiepanycz Ozierskij („Kałmuk”) był nauczycielem języka rosyjskiego. Uczniowie nie szanowali mężczyzny, drwili z niego, bawiło ich jego pochlapane atrmentem ubranie. Nie doceniały potęgi umusłu nauczyciela, który świetnie opanował kilka języków. Dostrzegały w nim tylko nieudacznika. Pan Szetetter uczył języka polskiego, który był traktowany jako przedmiot dodatkowy. Nauczyciel bał się, że jego dzieci zostaną wyrzucone z carskich szkół, dlatego nie przykładał się do nauczania. Prowadził lekcje niedbale, mówił jedynie po rosyjsku. Pan Nogacki nie przywiązywał wagi do rusyfikacji. Uczył swojego przedmiotu najlepiej jak potrafił i nie stwarzał żadnych pozorów. Pewnego razu Szwarc przyniósł do szkoły pistolet. Marcin i bracia Daleszowscy zajęli się organizacją prochu. Po lekcjach umówili się, żeby postrzelac. Niestety zostali przyłapani. Bracia uciekli, ale Marcin i Szwarc musieli ponieśc karę. Najpierw chciano ich usunąc ze szkoły, ale w ostateczności skazano ich na długą kozę. To wydarzenie zmieniło Marcina i od tej pory zaczął przykładac się do nauki. Po dostaniu się do piątej klasy Marcin, jak co roku wrócił do rodzinnej wsi. W domu było coraz brudniej, ponieważ ojciec nie radził już sobie z prowadzeniem gospodarstwa.
Pewnego dnia chłopiec otrzymał od ojca dubeltówkę. Bardzo się ucieszył, ponieważ fascynowały go polowania. Przez całe wakacje chłopak rozwijał swoją pasję. Szymon Noga, mistrz łowiectwa, często opowiadał mu o sztuce myśliwskiej. Opowiadał także o powstaniu. Marcina ten temat jednak nie interesował. Marcin wybudował swój szałas i tam gromadził swoje ulubione przedmioty. Noga opowiedział chłopcu o zwierzynie, którą można upolowac w lesie. Chłopiec spędził wiele czasu wypatrując głuszców. Szymon oddalił się. Niedługo potem Marcin znalazł go pijanego. Zdał sobie sprawę, że dał się nabrac. Wakacje dobiegły końca. Chłopiec wrócił do Klerykowa. Zastał duże zmiany. Usunięto niektórych nauczycieli, w tym pana Leima. Wprowadzono system policyjno-śledczy. Stancje były stale kontrolowane. Nie wolno było przechowywac w domu polskich książek. Zaczęto organizowac amatorskie przedstawienia w języku rosyjskim. Marcin wbrew wszystkim postanowił wybrac się na jedno z nich. Zaskarbił sobie sympatię inspektora. Zaczął coraz częściej bywac w jego domu. Koledzy na początku wymawiali Marcinowi fakt, że udał się na przedstawienie, jednak w miarę upływu czasu zaczęli zazdrościc chłopcu. Jędruś Radek pochodził z biednej rodziny. Mieszkał we wsi Pajęczyn Dolny. W tej wsi swój dom miał również nauczyciel Antoni Paluszkiewicz, zwany „Kawką”. Mężczyzna był obiektem drwin okolicznych chłopców. Najbardziej wyśmiewał się z niego właśnie Jędruś. Pewnego razu starzec usłyszał Jędrusia, gdy z niego kpił. Zaciągnął go do swojego domu. Ku zdziwieniu chłopca nauczyciel poczęstował go ciasteczkami i zaczął pokazywac różne książki, które zafascynowały chłopca. Nauczyciel uczył Jędrusia, aż w końcu zabrał chłopca do szkoły w Pyrzogłowach. Ukończył tu cztery klasy utrzymując się z korepetycji. Następnie postanowił piątą klasę rozpocząc w szkole w Klerykach. Szedł do miasteczka piechotą. Po drodze spotkało go wiele nieszczęśc, jak na przykład kradzież pieniędzy. Gdy wreszcie dotarł do Kleryków znalazł pracę jako korepetytor Władzia Płoniewicza. Jędrkowi udało się dostac do piątej klasy. Starał się pilnie uczyc, jednak koledzy wyśmiewali się z niego. Przeszkadzał im fakt, że chłopak pochodzi z biednej rodziny. Pewnego dnia nie wytrzymał i pobił jednego z najgorliwszych wrogów. Usunięto go za ten występek ze szkoły. Załamanego Jędrka spotkał Borowicz. Chłopcy nie znali się, ale historia Jędrusia urzekła Marcina. Wykorzystał swoją znajomośc z inspektorem i przyjęto Jędrusia z powrotem. W klasie szóstej uczniowie podzielili się na dwie grupy. Pierwsza grupa była grupą literatów. Byli wśród nich Żydzi, Rosjanie i Marcin Borowicz. Spotykali się oni po lekcjach i analizowali rosyjskie książki. Uważali, że wszystko, co polskie jest złe. W tej grupie pełno było donosicieli. Drugą grupę stanowili próżni szlachcice. Nie pasjonowała ich nauka, chodzili do teatru, na wszelkiego rodzaju imprezy, ale nie było tu zdrad i donosicielstwa. Pod wpływem książki „History of civilization in England” powstaje szkoła filozoficzno-materialistyczna. Głównymi działaczami byli Miler (Balfegor) i Nochaczewski (Spinoza). Chłopców zaczyna także fascynowac anatomia, fizjologia i chemia. Uczą się z rosyjskich książek, nie znają polskich pojęc, więc mimowolnie rozmawiają na temat tych przedmiotów po rosyjsku. W siódmej klasie było jeszcze mniej uczniów niż w poprzednich. Borowicz uczy się bardzo dobrze. Dochodzi nawet do rywalizacji z Figą. Pewnego dnia na lekcji historii pan Kostriulew podjął temat kościoła. Krytykował księży i przytoczył swoje spostrzeżenia na temat współżycia księży z mniszkami w klasztorze żeńskim w Wilnie. Twierdził, że w piwnicach znajdują się małe trumienki z noworodkami. Walecki zaprotestował. Nauczyciel bardzo zdenerwował się tym faktem i wyszedł z klasy. Po chwili wrócił z inspektorem. Gdy inspektor zapytał Borowicza, czy cała klasa się zbuntowała, ten zaprzeczył i wskazał winowajcę. Walecki, co prawda nie został wydalony, ale skazano go na biczowanie. W połowie roku do klasy dołączył nowy uczeń, Bernard Sieger. Został on wydalony z gimnazjum w Warszawie, ponieważ wykazywał za duże zainteresowanie językiem polskim. Chłopcy trzymali na dystans chłopca, z czasem poznali się na rozległej wiedzy chłopca. Bernard mieszkał w mieszkaniu z Kostriulewem. Był stale kontrolowany. Po jakimś czasie udało mu się zdobyc pozwolenie na uczęszczanie na lekcje z języka polskiego. Tu wykazywał się niezwykłą znajomością języka, a także wyrecytował „Redutę Ordona” Adama Mickiewicza. Chłopcy upewnili się, że nikt nie podsłuchuje i słuchali z zapałem Bernarda. Wszyscy byli bardzo wzruszeni. Marcin przypominał sobie opowieści Szymona Nogi. Chłopcy w ósmej klasie spotykali się w Starym Browarze. Było tu mieszkanie Mariana Gontali (Maniek). Do strychu prowadziło wejście w ogrodzeniu. Chłopcy czytali zakazane książki Mickiewicza, Słowackiego i innych polskich twórców. Na Marcinie największe wrażenie zrobiły „Dziady”.
Pewnego dnia Marcin zmierzając na spotkanie zauważył Majewskiego w pobliżu wejścia na strych. Odsunął kładkę i na chwilę więzi nauczyciela, a następnie obrzucił go błotem. Marcin ostrzegł kolegów i wszyscy rozeszli się. Gdy Majewski wrócił ze strażnikami zastali zgaszone światło i postanawili wrócic później. Zbliżała się matura. Większośc uczniów uczyła się w grupkach, natomiast Marcin postanowił uczyc się samotnie. Na miejsce nauki wybrał ławkę w parku. Uczyła się tam także „Biruta”, czyli Anna Stogowska. Dziewczyna bardzo dobrze się uczyła, mimo że zajmowała się całym domem i rodzeństwem. Jej matka była Rosjanką, a ojciec Polakiem. Uwiódł kobietę, a potem musiał wziąc z nią ślub. Matka wyrzekła się swojego pochodzenia widząc krzywdę, jaką Rosjanie robią Polakom. Niedługo potem zmarła i cały dom pozostał na głowie Anny. Marcin próbował nawiązac z dziewczyną kontakt wzrokowy, ale udało się to dopiero po bardzo długim czasie wspólnego przesiadywania w parku.
Uczniowie zdali egzamin maturalny. Rozpoczęły się wakacje, które Marcin spędził na pomocy ojcu w gospodarstwie. We wrześniu pojechał do Klerykowa. Zastał duże zmiany. Zlikwidowano stancję, ponieważ otwierano internat. Chłopak spotykał się z panią Przepiórkowską. Następnie spotkał radcę Samonowicza i Grzebieckiego. Marcin wyrazaił swoją dezaprobatę w stosunku do procesu rusyfikacji. Starzec nie popierał poglądów młodego mężczyzny, ten jednak nie słuchał go i wyszedł. Szukał mieszkania „Biruty”. Dowiedział się, że lekarz z dziecmi został przeniesiony na wschód. Marcinowi pozostał tylko fragment kartki z pamiętnika. Usiadł na ławce w parku, a tam podszedł do niego Jędruś. Marcin był pogrążony w rozmyślaniach i podał koledze tylko rękę.
Marcin Borowicz to ośmioletni chłopiec, którego rodzice postanowili umieścic w szkole w Owczarach. Chłopiec nigdy nie rozstawał się z rodzicami, a teraz miał wyjechac do szkoły. Bardzo przeżywał myśl o rozłące podobnie, jak jego rodzice. Chłopiec wraz z rodzicami wyruszyli do miasteczka. W szkole czekali już na nich pan Ferdynant i pani Marianna Wiechowscy. W mieszkaniu nauczyciela Marcin dostrzegł skórzany bat. Chłopiec przeraził się, gdy zdał sobie sprawę, do czego służy. Małżeństwo gwarantowało rodzicom, że zajmą się wychowaniem ich dziecka i będą kłaśc duży nacisk na jego edukację. Rodzicom bardzo zależy, aby ich syn zdobył wykształcenie i stał się światłym człowiekiem. Rodzice pożegnali się z Marcinem i odjechali na saniach w stronę domu. Zrozpaczony chłopiec biegł przez chwilę za saniami, jednak pani Marcjanna zatrzymała go i zaprowadziła do domu. Nastała noc. Pierwsza samotna noc w życiu chłopca. Marcin nie mógł zasnąc i cały czas myślał o rodzicach. W końcu zaczął zastanawiac się nad sposobem ucieczki. Rano po raz pierwszy musiał samodzielnie się umyc. Szkoła wydała się Marcinowi podobna do kościoła. Sala była bardzo duża. Dzieci popisywały się swoimi umiejętnościami językowymi. Marcin nic nie rozumiał i bardzo się tego wstydził. Lekcję rozpoczynała modlitwa w języku rosyjskim, a następnie sprawdzenie obecności. Podczas lekcji dzieci najpierw czytały bajkę, następnie nauczyciel sprawdzał podopiecznych ze znajomości cyrylicy. Lekcję zakończyło odśpiewanie prawosławnej pieśni. Minęły dwa miesiące odkąd Marcin uczył się w nowej szkole. Nauczycielka w liście do rodziców zdała relację z postępów ich syna. Napisała, że chłopiec mimo problemów z językiem rosyjskim dobrze sobie radzi. Marcin sam z własnej woli cwiczy pisanie po zajęciach. Niestety zabroniono mu tego, ponieważ jak pisze pani Wiechowska, brudzi on przy tym ręce, przez co zużywa za dużo mydła. Jedyną rozrywką na jaką pozwala się chłopcu jest spoglądanie w okno podczas nauki. Mijały kolejne tygodnie. Chłopiec bardzo tęsknił za rodzicami i dziwił się, że tak długo go nie odwiedzają. Nie rozumiał, że rodzice też cierpią, ale chcą w ten sposób uodpornic dziecko.
Pewnego dnia pan Wiechowski poinformował dzieci o zbliżającej się wizycie dyrektora szkoły. Nauczyciel w pośpiechu zaczął trenowac z dziecmi powitania w języku rosyjskim, a także śpiew. Uczniowie, którzy nie nadążali byli karani. W końcu na stacji pojawił się Piotr Nikołajewicz Jaczmieniew. Dzieci mimo staran pana Wiechowskiego nie potrafią przywitac po rosyjsku dyrektora. Jedynie Michcik sprostał zadaniu i dlatego też jako pierwszy został przepytany. Kolejny uczeń także dobrze sobie radził. Niestety reszta uczniów wypadła bardzo niekorzystnie. Dyrektor był rozczarowany i skarcił nauczyciela, że źle uczy. Nie podobała mu się, iż dzieci potrafią mówic po polsku, natomiast rosyjski nie jest ich domeną. Odmówił wizyty w mieszkaniu pana Wiechowskiego i wyszedł oburzony. Nauczyciel wrócił do domu w podłym nastroju. Wypił piwa przygotowane dla dyrektora. Ku jego zdziwieniu dyrektor wrócił i obiecał mu podwyżkę. Chwalił też nauczyciela za jego postawę. Po wyjściu Jaczmieniewa żona tłumaczyła zdumionemu mężowi, że okoliczne kobiety poskarżyły się dyrektorowi, że nauczyciel uczy dzieci na siłę rosyjskiego i w ten sposób zamiast pogrążyc pana Wiechowskiego nieświadomie mu pomogły. Marcinek zamierzał dostac się do klasy wstępnej w gimnazjum w Klerykowie. Oczekiwał wraz z matką na wyznaczenie terminów egzaminów. Kandydatów było bardzo wielu. Wszyscy bardzo się denerwowali. Chłopiec był świadkiem poprawek zdawanych przez gimnazjalistów. Ogranęło go przerażenie. Bał się zarówno egzaminów, jak i późniejszej nauki w tej szkole. Jeden z uczniów zaczął kpic z chłopca, jednak matka skutecznie go zniechęciła. Byli już zniechęceni czekaniem, więc pani Borowicz dała woźnemu parę groszy i dowiedziała się, że muszą czekac, aż nauczyciele wyjdą z kancelarii. Sekretarz poinformował rodziców, że terminy egzaminów zostaną ustalone przez nauczyciela, pana Majewskiego. Matka z synem powrócili do hotelu. Tam odwiedził ich kupiec, Żyd. Doradza, aby zapisac chłopca na korepetycje do Majewskiego. Kobieta postanawiła skorzystac z rady i poprosiła męża, aby zapożyczył się we wsi. Z samego rana matka udała się do Majewskiego i poprosiła o udzielenie lekcji synowi. Mężczyzna zgodził się od razu, ale zaznaczył, że nie może zagwarantowac Marcinowi, że dostanie się do klasy wstępnej. W trakcie kolejnych korepetycji odbywały się egzaminy. Pierwszy z nich był egzaminem z języka rosyjskiego. Marcin znalazł się w gronie pięcdziesięciu osób, które zostały dopuszczone do kolejnych egzaminów. Te również zaliczył pozytywnie i dostał się do klasy wstępnej podobnie jak inne dzieci biorące lekcje u Majewskiego. Borowiczowa z synem odwiedziła starą znajomą Przepiórzycę. Opowiadała ona o swoich dzieciach. Cieszyła się, że Borowiczowa właśnie u niej zostawia syna. Nagle pojawili się dwaj starzy mędrcy. Jeden z nich wyrażał swoje poglądy na temat rusyfikacji, której był przeciwny. Drugi nie miał tak drastycznych poglądów. Pani Borowiczowa udawała, że interesuje ją rozmowa, ale tak naprawdę prawie nic z niej nie rozumiała. Marcin najlepiej radził sobie z językiem polskim. Nie było to jednak w żaden sposób doceniane przez nauczycieli. Chłopiec czuł się bardzo samotny, nie miał bliższych kolegów. Majewski także coraz rzadziej rozmawiał z chłopcem, ponieważ zauważył, że pochodzi on z biednej rodziny. W szkole uczniowie wyśmiewali się z Marcina i odsuwali go od siebie, ponieważ nie posiadał aż tyle pieniędzy. Pewnego razu obiektem drwin stał się Romek Gumowicz („Czarny”). Uczniowie i nauczyciel śmiali się z niego, że nie potrafi się skupic.
Przed Zielonymi Świątkami do Klerykowa przyjechała matka Marcina. Po rozmowie z panem Majewskim dostała urlop dla syna i wyruszyli do Gawronek. Chłopiec był szczęśliwy widząc znajome miejsca. Woźnica opowiadał mu o historii kobyły, która została skradziona, a następnie uciekła złodziejowi i wróciła do domu. Marcin Borowicz ukończył klasę wstępną, z czego był bardzo zadowolony, ale w wakacje zmarła mu matka, co bardzo przybiło chłopca. Ojciec dbał, aby chłopiec mógł kontynuowac naukę, ale nic już nie było takie samo. W nowej klasie poznał kolegę, Wilczka. Nauczył się od niego, jak ściągac, dostawac lepsze oceny i jak chodzic na wagary. Kiedyś opuścił nabożeństwo. Było jednak bardzo zimno i wrócił do kościoła. Był świadkiem kłótni pomiędzy kapłanem, a inspektorem gimnazjum. Ksiądz nie zgadzał się na rusyfikację chóru. Po tym incydencie zabronił Marcinowi mówic komukolwiek, co widział. Łaciny uczył Marcina Rudolf Leim. Nie mówił on dobrze po rosyjsku, w domu używał języka polskiego, posiadał wiele polskich książek, jego córki organizowały spotkania, na których czytały polskie teksty. Niestety za mówienie po polsku na lekcjach surowo karał uczniów. Iłarion Stiepanycz Ozierskij („Kałmuk”) był nauczycielem języka rosyjskiego. Uczniowie nie szanowali mężczyzny, drwili z niego, bawiło ich jego pochlapane atrmentem ubranie. Nie doceniały potęgi umusłu nauczyciela, który świetnie opanował kilka języków. Dostrzegały w nim tylko nieudacznika. Pan Szetetter uczył języka polskiego, który był traktowany jako przedmiot dodatkowy. Nauczyciel bał się, że jego dzieci zostaną wyrzucone z carskich szkół, dlatego nie przykładał się do nauczania. Prowadził lekcje niedbale, mówił jedynie po rosyjsku. Pan Nogacki nie przywiązywał wagi do rusyfikacji. Uczył swojego przedmiotu najlepiej jak potrafił i nie stwarzał żadnych pozorów. Pewnego razu Szwarc przyniósł do szkoły pistolet. Marcin i bracia Daleszowscy zajęli się organizacją prochu. Po lekcjach umówili się, żeby postrzelac. Niestety zostali przyłapani. Bracia uciekli, ale Marcin i Szwarc musieli ponieśc karę. Najpierw chciano ich usunąc ze szkoły, ale w ostateczności skazano ich na długą kozę. To wydarzenie zmieniło Marcina i od tej pory zaczął przykładac się do nauki. Po dostaniu się do piątej klasy Marcin, jak co roku wrócił do rodzinnej wsi. W domu było coraz brudniej, ponieważ ojciec nie radził już sobie z prowadzeniem gospodarstwa.
Pewnego dnia chłopiec otrzymał od ojca dubeltówkę. Bardzo się ucieszył, ponieważ fascynowały go polowania. Przez całe wakacje chłopak rozwijał swoją pasję. Szymon Noga, mistrz łowiectwa, często opowiadał mu o sztuce myśliwskiej. Opowiadał także o powstaniu. Marcina ten temat jednak nie interesował. Marcin wybudował swój szałas i tam gromadził swoje ulubione przedmioty. Noga opowiedział chłopcu o zwierzynie, którą można upolowac w lesie. Chłopiec spędził wiele czasu wypatrując głuszców. Szymon oddalił się. Niedługo potem Marcin znalazł go pijanego. Zdał sobie sprawę, że dał się nabrac. Wakacje dobiegły końca. Chłopiec wrócił do Klerykowa. Zastał duże zmiany. Usunięto niektórych nauczycieli, w tym pana Leima. Wprowadzono system policyjno-śledczy. Stancje były stale kontrolowane. Nie wolno było przechowywac w domu polskich książek. Zaczęto organizowac amatorskie przedstawienia w języku rosyjskim. Marcin wbrew wszystkim postanowił wybrac się na jedno z nich. Zaskarbił sobie sympatię inspektora. Zaczął coraz częściej bywac w jego domu. Koledzy na początku wymawiali Marcinowi fakt, że udał się na przedstawienie, jednak w miarę upływu czasu zaczęli zazdrościc chłopcu. Jędruś Radek pochodził z biednej rodziny. Mieszkał we wsi Pajęczyn Dolny. W tej wsi swój dom miał również nauczyciel Antoni Paluszkiewicz, zwany „Kawką”. Mężczyzna był obiektem drwin okolicznych chłopców. Najbardziej wyśmiewał się z niego właśnie Jędruś. Pewnego razu starzec usłyszał Jędrusia, gdy z niego kpił. Zaciągnął go do swojego domu. Ku zdziwieniu chłopca nauczyciel poczęstował go ciasteczkami i zaczął pokazywac różne książki, które zafascynowały chłopca. Nauczyciel uczył Jędrusia, aż w końcu zabrał chłopca do szkoły w Pyrzogłowach. Ukończył tu cztery klasy utrzymując się z korepetycji. Następnie postanowił piątą klasę rozpocząc w szkole w Klerykach. Szedł do miasteczka piechotą. Po drodze spotkało go wiele nieszczęśc, jak na przykład kradzież pieniędzy. Gdy wreszcie dotarł do Kleryków znalazł pracę jako korepetytor Władzia Płoniewicza. Jędrkowi udało się dostac do piątej klasy. Starał się pilnie uczyc, jednak koledzy wyśmiewali się z niego. Przeszkadzał im fakt, że chłopak pochodzi z biednej rodziny. Pewnego dnia nie wytrzymał i pobił jednego z najgorliwszych wrogów. Usunięto go za ten występek ze szkoły. Załamanego Jędrka spotkał Borowicz. Chłopcy nie znali się, ale historia Jędrusia urzekła Marcina. Wykorzystał swoją znajomośc z inspektorem i przyjęto Jędrusia z powrotem. W klasie szóstej uczniowie podzielili się na dwie grupy. Pierwsza grupa była grupą literatów. Byli wśród nich Żydzi, Rosjanie i Marcin Borowicz. Spotykali się oni po lekcjach i analizowali rosyjskie książki. Uważali, że wszystko, co polskie jest złe. W tej grupie pełno było donosicieli. Drugą grupę stanowili próżni szlachcice. Nie pasjonowała ich nauka, chodzili do teatru, na wszelkiego rodzaju imprezy, ale nie było tu zdrad i donosicielstwa. Pod wpływem książki „History of civilization in England” powstaje szkoła filozoficzno-materialistyczna. Głównymi działaczami byli Miler (Balfegor) i Nochaczewski (Spinoza). Chłopców zaczyna także fascynowac anatomia, fizjologia i chemia. Uczą się z rosyjskich książek, nie znają polskich pojęc, więc mimowolnie rozmawiają na temat tych przedmiotów po rosyjsku. W siódmej klasie było jeszcze mniej uczniów niż w poprzednich. Borowicz uczy się bardzo dobrze. Dochodzi nawet do rywalizacji z Figą. Pewnego dnia na lekcji historii pan Kostriulew podjął temat kościoła. Krytykował księży i przytoczył swoje spostrzeżenia na temat współżycia księży z mniszkami w klasztorze żeńskim w Wilnie. Twierdził, że w piwnicach znajdują się małe trumienki z noworodkami. Walecki zaprotestował. Nauczyciel bardzo zdenerwował się tym faktem i wyszedł z klasy. Po chwili wrócił z inspektorem. Gdy inspektor zapytał Borowicza, czy cała klasa się zbuntowała, ten zaprzeczył i wskazał winowajcę. Walecki, co prawda nie został wydalony, ale skazano go na biczowanie. W połowie roku do klasy dołączył nowy uczeń, Bernard Sieger. Został on wydalony z gimnazjum w Warszawie, ponieważ wykazywał za duże zainteresowanie językiem polskim. Chłopcy trzymali na dystans chłopca, z czasem poznali się na rozległej wiedzy chłopca. Bernard mieszkał w mieszkaniu z Kostriulewem. Był stale kontrolowany. Po jakimś czasie udało mu się zdobyc pozwolenie na uczęszczanie na lekcje z języka polskiego. Tu wykazywał się niezwykłą znajomością języka, a także wyrecytował „Redutę Ordona” Adama Mickiewicza. Chłopcy upewnili się, że nikt nie podsłuchuje i słuchali z zapałem Bernarda. Wszyscy byli bardzo wzruszeni. Marcin przypominał sobie opowieści Szymona Nogi. Chłopcy w ósmej klasie spotykali się w Starym Browarze. Było tu mieszkanie Mariana Gontali (Maniek). Do strychu prowadziło wejście w ogrodzeniu. Chłopcy czytali zakazane książki Mickiewicza, Słowackiego i innych polskich twórców. Na Marcinie największe wrażenie zrobiły „Dziady”.
Pewnego dnia Marcin zmierzając na spotkanie zauważył Majewskiego w pobliżu wejścia na strych. Odsunął kładkę i na chwilę więzi nauczyciela, a następnie obrzucił go błotem. Marcin ostrzegł kolegów i wszyscy rozeszli się. Gdy Majewski wrócił ze strażnikami zastali zgaszone światło i postanawili wrócic później. Zbliżała się matura. Większośc uczniów uczyła się w grupkach, natomiast Marcin postanowił uczyc się samotnie. Na miejsce nauki wybrał ławkę w parku. Uczyła się tam także „Biruta”, czyli Anna Stogowska. Dziewczyna bardzo dobrze się uczyła, mimo że zajmowała się całym domem i rodzeństwem. Jej matka była Rosjanką, a ojciec Polakiem. Uwiódł kobietę, a potem musiał wziąc z nią ślub. Matka wyrzekła się swojego pochodzenia widząc krzywdę, jaką Rosjanie robią Polakom. Niedługo potem zmarła i cały dom pozostał na głowie Anny. Marcin próbował nawiązac z dziewczyną kontakt wzrokowy, ale udało się to dopiero po bardzo długim czasie wspólnego przesiadywania w parku.
Uczniowie zdali egzamin maturalny. Rozpoczęły się wakacje, które Marcin spędził na pomocy ojcu w gospodarstwie. We wrześniu pojechał do Klerykowa. Zastał duże zmiany. Zlikwidowano stancję, ponieważ otwierano internat. Chłopak spotykał się z panią Przepiórkowską. Następnie spotkał radcę Samonowicza i Grzebieckiego. Marcin wyrazaił swoją dezaprobatę w stosunku do procesu rusyfikacji. Starzec nie popierał poglądów młodego mężczyzny, ten jednak nie słuchał go i wyszedł. Szukał mieszkania „Biruty”. Dowiedział się, że lekarz z dziecmi został przeniesiony na wschód. Marcinowi pozostał tylko fragment kartki z pamiętnika. Usiadł na ławce w parku, a tam podszedł do niego Jędruś. Marcin był pogrążony w rozmyślaniach i podał koledze tylko rękę.
AJO.pl
|
TRO MEDIA
Korzystanie z serwisu oznacza akceptację
regulaminu
.
Polityka prywatności
Regulamin
FAQ
Reklama
Współpraca
Kontakt

