Ciekawy przypadek Benjamina Buttona - informacje
Emeryt
reputacja: 3294
posty: 1345
offline
24.03.09 13:16
|
#1269699
|
(link)
|
zgłoś naruszenie
POSZUKIWANIE ZOSTAŁO ZAKOŃCZONE
Witam,
szukam różnego typu analiz, interpretacji, recenzji, wypracowań, itp. na temat zarówno książki jak i filmu "Ciekawy przypadek Benjamina Buttona". Jeżeli to komuś ułatwi poszukiwania, to autorem książki jest Scott Francis Fitzgerald, natomiast film wyreżyserował niedawno David Fincher. Za wszelką pomoc oczywiście REP+.
Z góry dzięki.
Pozdr
Ostatnio edytował (1): baddo dnia 19.07.09 17:20
Poszukiwacz.Warez
Użytkownik
reputacja: 862
posty: 90
offline
24.03.09 13:20
|
#1269703
|
(link)
|
zgłoś naruszenie
Ciekawostki - Ciekawy przypadek Benjamina Buttona
Pierwotnie z rolą Daisy łączono Rachel Weisz, lecz aktorka musiała ją odrzucić z powodu pracy nad innym projektem.
W latach 90-tych z filmem łączono Toma Cruise'a. Projekt miał wyreżyserować Steven Spielberg.
W 1998 roku pojawiła się informacja, że Ron Howard ma wyreżyserować "Ciekawy przypadek Benjamina Buttona" z Johnem Travoltą w roli głównej.
Jest to już drugi film, w którym Cate Blanchett i Brad Pitt grają parę. Wcześniejszy to "Babel" z 2006 roku.
Jest to ostatni film Teda Mansona.
W filmie tym wystąpiła gościnnie Shiloh Jolie-Pitt, czyli najmłodsza córeczka Brada Pitta i Angeliny Jolie. Był to jej debiut aktorski.
lokacje zdjęć
Zdjęcia do filmu kręcono w Nowym Orleanie, Donaldsville, Laplace, Morgan City (Luizjana, USA), Los Angeles (Kalifornia, USA), Montrealu (Québec, Kanada) oraz w St. Thomas (Wyspy Dziewicze).
inne
Jest to trzeci wspólny film Brada Pitta i Davida Finchera. Wcześniejsze dwa projekty to "Siedem" i "Podziemny Krąg".
To drugi po Deja Vu film kręcony w Nowym Orleanie po huraganie Katrina.
Benjamin rodzi się 11 listopada 1918, jako 86-letni mężczyzna, a umiera wiosną 2003 roku, jako niemowlak.
Filmowcy ściśle współpracowali z firmą Levi's aby wiernie odwzorować ubrania z epoki w której rozgrywa się akcja filmu.
Film został zakazany w Bhutanie.
Film pierwotnie miał mieć premierę w maju 2008 roku.
Pierwsze - nieskuteczne - próby ekranizacji "Ciekawego przypadku Benjamina Buttona" miały miejsce w 1994 roku.
Zdjęcia do filmu powstawały w trzech etapach. Całość rozpoczęła się 6 listopada 2006 roku, a zakończyła 30 maja 2007 roku.
Brad Pitt i Cate Blanchett zajęli 3 miejsce na liście najgorszych filmowych par wszech czasów, ogłoszonej przez Total Film.
Brad Pitt spędzał codziennie 5 godzin na charakteryzacji.
Reżyser Danny Boyle zrezygnował z kręcenia filmu "Solomon Grundy" ponieważ doszedł do wniosku, ze ta historia za bardzo przypomina historię przedstawioną przez Finchera.
Żaglówka Benjamina nosi nazwę Button Up.
Postać Daisy w literackim pierwowzorze nazywa się Hildegarde Moncrief. Zmiana imienia głównej bohaterki najprawdopodobniej jest nawiązaniem w kierunku innego dzieła Scotta Fitzgeralda - "Wielkiego Gatsby'ego", w którym pierwszoplanowa postać nazywa się Daisy.
Pisarz
reputacja: 5998
posty: 876
offline
24.03.09 18:12
|
#1270366
|
(link)
|
zgłoś naruszenie
Ciekawy przypadek Benjamina Buttona - FILM
[QUOTE]Czasami mam wrażenie, że powinno się zakazać reklamowania filmów. Jak fajek, albo alkoholu. Puszczają te reklamy przed każdym seansem, plakaty rozwieszają gdzie się da, a później ludzie walą na to do kina. Wszystkie miejsca pozajmowane. Przestrzeni brak osobistej. Kapelusza nie ma gdzie położyć. Komórki dzwonią ludziom. Dzieciarnia szeleści popcornem. Stare dziady nie wiedzieć czemu uznają, że cała sala chce znać ich opinię o każdej scenie po kolei. Jeśli film jest kiepski, to jeszcze pół biedy. Nawet fajnie, że jest od razu bezczeszczony przez widzów-ignorantów. Gorzej, gdy mamy do czynienia z tzw. filmem wielkim. Popularnym - a jednak dobrym. Na szczęście takie filmy trafiają się rzadko. W tym roku takim filmem jest Ciekawy przypadek Benjamina Buttona.
Zdecydowanie wielki film. Niezaskakujący, może niepowalający oryginalnością, ale wielki i inspirujący. Epicki. Jakbym był z Krakowa, to bym powiedział, że również magiczny i kultowy, ale nie jestem, więc zostańmy przy epickości. To jeden z tych obrazów, które chcą zaskoczyć rozmiarem. Które, chociaż inteligentne i dobrze napisane, to nie wstydzą użyć zaawansowanych efektów specjalnych i wystawnych dekoracji. Film używa kilku odmiennych konwencji, porusza tematy historyczne, ciągnie się przez kawał czasu (całe życie bohatera) i sam w sobie też jest długawy (trwa prawie 3 godziny - jak uwzględnicie reklamy w kinie, to możecie wyciąć słowo "prawie"). Co tu dużo gadać - Ericowi Rothowi wreszcie udało się zrobić coś, co można porównywać do Forresta Gumpa. Uważam, że to, co Roth robił w międzyczasie - Informator czy Monachium - to świetne filmy, ale Benjamin Button to naprawdę pełnoprawny brat bliźniak Forresta. Widzimy to już od pierwszej sceny - kiedy okazuje się, że to "film w filmie". Forrest opowiadał swoje życie siedząc na ławeczce, zaś historię Benjamina poznajemy, kiedy jego ukochana Daisy słucha tego, co ten napisał w swoim pamiętniku. Powiem do razu, że jest to dla mnie największa wada filmu. Zupełnie zaburza to możliwość wczucia się w historię, kiedy co chwila przenosimy się do szpitala, by Daisy skomentowała opowieść Benjamina. To tak, jakby siedzieć sobie w salonie przy kominku i popijać gorącą czekoladę, a złośliwy karzeł co kwadrans otwierał okno i wpuszczał zimno. Ta konwencja nieco psuje eskapizm filmu i jest błędem Rotha. Wszystkie inne konwencje są na szczęście udane, a jest ich trochę. To film tak bogaty w historie, że możnaby obdzielić kilka porządnych filmów. Oczywiście krytycy mogą się czepiać, że mimo tego rozmachu Ciekawemu przypadkowi... brakuje jakiegoś świeżego przesłania, że wszystkie "mądrości" przekazywane przez Rotha to ograne frazesy. Ale jak na to nie patrzę. Uważam, że interpretacja zawsze powstaje w głowie widza. Film porusza różne tematy i jest piękny. Widz, jeśli ma ochotę, może z niego wyciągnąć sporo refleksji o tym, co jest ważne w życiu. Natchnąć się pozytywną energią. Ogólnie - wzbogadzić swe wnętrze. A jak się jest sceptykiem, no to przykro mi. Takowym proponuję to samo, co w przypadku Mrocznego Rycerza - po prostu dajcie się ponieść konwencji i chłońcie, a niekoniecznie oceniajcie, czy film jest ambitny, czy może jednak pusty jak wydmuszka. Aha. Jeszcze jedno ostrzeżenie. Tak, to jest romansidło. Opowiada o miłości niemożliwej, niespełnionej, przekraczającej granice itp. Ale jeśli przeżyliście wątek miłosny w Forreście Gumpie to z tym też sobie chyba poradzicie.
Piszę i piszę o tym, jak wypada Eric Roth, scenarzysta. Może pora wspomnieć o reżyserii autorstwa Davida Finchera? Fani jego wczesnych filmów, jak Siedem lub Fight Club mogą być zawiedzeni, bo Benjamin Button to coś zupełnie innego. Ręki Finchera nie czuć zupełnie. Ale to dobrze, że facet spróbował czegoś nowego, bo efekt jego pracy jest znów godny podziwu. Wspominałem, że film długi - a w ogóle się nie ciągnie. Praktycznie każda scena dopieszczona, nakręcona z pomysłem, od czasu do czasu jakaś stylizacja na stare kino albo ujęcie nawiązujące do klasyki. Wizualnie jest naprawdę bogato. Twarz Brada Pitta, potraktowana szalonymi efektami specjalnymi, to prawdziwy majstersztyk. Obserwujemy go jako staruszka, pana w średnim wieku, jako nastolatka. Myślę, że wielu ludzi czeka na wydanie DVD wraz z filmem "making-of", bo doprawdy trudno tu się czasami połapać, jak oni to zrobili. Komputer to czy może charakteryzacja? Jak to wyglądało "na sucho"? Jedno jest pewne - włożono w ten film ogrom pracy. Na domiar dobrego jest też przecież Cate Blanchett, która chyba specjalnych zabiegów komputerowych nie potrzebowała, by wyglądać naprawdę olśniewająco. Są gwiazdy, jest bogato, jest ładnie. Czy to wystarczy do zdominowania Oscarowej gali? Trudno to przewidzieć. Ale ja bym się nie zdziwił. Tak czy siak to jest film typu "musisz zobaczyć". Jeśli jednak jeszcze nie byliście w kinie, to pamiętajcie - omijajcie weekendy i wieczorowe pory. Zawsze jakoś lepiej się sztukę odbiera bez poczucia bycia kolejną sardynką w puszce.[/QUOTE]
"Życie jest jak pudełko czekoladek..." czyli podróż Buttona śladami Gumpa.
[QUOTE]Ciekawym przypadkiem jest sam fakt, że za ten film odpowiada reżyser mrocznych thrillerów - David Fincher. Pan od mrożenia krwi w żyłach ("Siedem" czy "zodiak") zaskakuje repertuarem.
Mam wrażenie, że stara się on uciec od wizerunku nieco niszowego twórcy w film, który nie oszukujmy się, jest filmem dla mas. Wzrusza i porusza, a jaki jest tego efekt? 13 nominacji do Oscara póki co, i mnóstwo nagród na całym świecie.
Czy zasłużenie?
"Ciekawy przypadek Benjamina Buttona" kusi przede wszystkim niesamowitą fabułą. Obraz oparty na noweli Fitzeralda pod tym samym tytułem, opowiada historię człowieka, który urodził się w wieku... 80lat! I w przeciwieństwie do nas, szaraczków, z biegiem lat młodnieje!
Nie ma łatwego życia, ale na mnogość atrakcji też nie może narzekać. Pływa sobie na kutrze rybackim po całym świecie, romansuje... a kurtyzany w portowych domach publicznych szybciej się męczą niż on. W końcu Benjamin spotyka miłość swojego życia. Uczucie do Daisy (rudowłosa i eteryczna Cate Blanchett) jest jednak z góry skazane na porażkę. Im dłużej są ze sobą, tym większa różnica wieku ich dzieli. A zegar wciąż tyka nieubłagalnie...
Nie ukrywajmy więc, widz wie od samego początku z jakim kinem będzie miał do czynienia. Zimnokrwiści cynicy, którzy drżą na samą myśl o seansie, który wręcz kipi od nadmiaru życiowych mądrości, lepiej niech sobie ten "ciekawy przypadek..." odpuszczą.
Film Finchera jest bowiem niemalże obrazkową encyklopedią aforyzmów, którą możemy nabyć w cenie biletu kinowego. A Brad Pitt to dojrzały mędrzec po przejściach. Może chyba aż za dojrzały.
W "Ciekawym przypadku..." jest miejsce na wszystko. Beatlesów i muzykę poważną. I wojnę światową i huragan Katrina, i co lepsze: zatopienie U-Botta przez zwykły stateczek!
Nagromadzenie wątków stało się tu zwyczajnie męczące. Reżyser chciał "skubnąć" po trosze wszystkiego, tak, że widz ma ostatecznie poczucie sporego niedosytu. Piękna oprawka w postaci klimatycznej muzyki, niesamowitych zdjęć i oczywiście powalającej charakteryzacji, nie wystarcza aby nazwać ten film przełomem godnym aż tylu nominacji i nagród.
Można mieć niesmaczne wrażenie, że Fincher aż za dobrze wiedział, co osiągnie robiąc wierną kopię "Forresta Gumpa", który przecież wywołał furrorę przed laty.
Filmy (sen)tymentalne jakim jest np."Ciekawy Przypadek..." od zawsze miały wzięcie. Wystarczy prześledzić box office'y z kilku lat. Jaki jest więc wniosek?
Widz potrzebuje uczuć, filmu, który niesie ze sobą pokłady wyższych emocji, a nie tylko pościgów i strzelanek. I nowe dzieło wpisuje się w te założenia znakomicie.
Bez względu na swe różnorakiego rodzaju wady, publiczność stanie murem za Benjaminem Buttonem, bo jego ciekawy przypadek daje ludziom nadzieję, pokazuje, że życie może być piękne pod każdą postacią i nie wolno z niego rezygnować. Wartości ściśle filmowe schodzą tu więc na drugi plan, a nie da się ukryć, że jest to film co najmniej przegadany.
Fincher zagubił gdzieś pewne proporcje. Opowiada za długo o tym, co tak naprawdę nic nie wnosi do filmu, a o ważnych rzeczach, takich jak miłość Bena i Daisy, mówi jakby od niechcenia. Pół biedy, gdyby jeszcze aktorzy mu pomagali, ale pod tym względem film też, niestety, nie wybija się ponad przeciętność.
Cate Blanchett miała w swoim dorobku dużo ciekawszych ról, a Brad Pitt rzadko kiedy bywa tak dobry jak w "12 małpach". Tutaj troszkę jakby na siłę stara się udowodnić, że nie jest już pięknisiem z plakatów nastolatek, przez co czasami za bardzo chce... a wychodzi mu zwykła mizeria.
Jaka jest więc odpowiedź na postawione na początku pytanie? Zapewne jednoznacznej odpowiedzi nie ma. "Ciekawy przypadek..." jest filmem dla każdego, przez co będzie miał szereg różnych opinii. Jedni będą zachwyceni nostalgicznym klimatem i głębią przemyśleń, drudzy będą znużeni tanim sentymentalizmem i powtarzaniem po raz tysięczny tych samych prawd życiowych (które wielu pewnie się już przejadły). Fincher stworzył lustro, w którym się przeglądamy i w którym każdy widzi coś innego. Swoje emocje, uczucia, pragnienia, które nie mogą być jednoznacznie przekreślone przez żadnego krytyka.
Bo recenzja to tylko opinia kolejnego człowieka, który zobaczył w lustrze zapewne niezbyt ciekawe odbicie.[/QUOTE]
Emeryt
reputacja: 3294
posty: 1345
offline
30.07.09 20:55
|
#1492735
|
(link)
|
zgłoś naruszenie
POSZUKIWANIE ZOSTAŁO ZAKOŃCZONE
Proszę o usunięcie tego posta i przeniesienie tematu do archiwum.
pozdr
AJO.pl
|
TRO MEDIA
Korzystanie z serwisu oznacza akceptację
regulaminu
.
Polityka prywatności
Regulamin
FAQ
Reklama
Współpraca
Kontakt
